Rząd brytyjski nie obudził się pewnego ranka z chęcią ucisku swoich kolonii. Iskra zapaliła się w bardzo specyficznym i niezwykle kosztownym miejscu: wojnie francusko-indyjskiej.
W 1763 roku wojna dobiegła końca. Wielka Brytania odniosła zwycięstwo. Ale zwycięstwo ma swoją cenę. Dług publiczny gwałtownie wzrósł. Utrzymanie stałej armii na nowo zdobytych terytoriach Ameryki Północnej było jeszcze droższe. London spojrzał na księgi i dostrzegł problem. Dlaczego podatnicy w Londynie mają płacić za obronę kolonii? Kolonie korzystały z ochrony. Powinni pomóc w opłaceniu rachunku.
Ta logika stała się katalizatorem. Nie chodziło tylko o pieniądze. Chodziło o kontrolę. Korona Brytyjska zdecydowała, że rządy kolonialne potrzebują ściślejszej kontroli. Trzeba było je skierować we właściwym kierunku.
Reakcja była natychmiastowa. Koloniści nie byli przyzwyczajeni do podatków bez reprezentacji. Są przyzwyczajeni do samorządności. Kiedy w 1764 r. uchwalono ustawę cukrową, stała się ona podatkiem bezpośrednim od melasy i innych towarów. Uderzyło to w portfele zarówno handlowców, jak i rolników. Nie było to już rozporządzenie handlowe. Było to generowanie przychodów.
Następnie w 1765 r. ukazało się Prawo Znamennego. To był punkt, z którego nie było odwrotu.
Ustawa Landmark Act wymagała, aby wiele materiałów drukowanych – dokumenty prawne, gazety, karty do gry, a nawet broszury – było produkowanych na papierze cechowanym, wydawanym w Londynie i opatrzonym wytłoczonym znaczkiem skarbowym. Wydawało się, że to drobnostka. Kilka centów tu i tam. Ale zasada była decydująca.
„Opodatkowanie bez reprezentacji jest nielegalne.”
To nie był tylko slogan. Był to argument prawny, który zakorzenił się w umysłach kolonistów. Koloniści nie mieli przedstawicieli w parlamencie. W związku z tym Parlament nie miał prawa nakładać na nie podatku. Rząd brytyjski nie zgodził się z tym. Postrzegali kolonie jako podmioty podlegające władzy Korony i parlamentu niezależnie od lokalnej zgody.
Oburzenie było powszechne. Nie tylko elitarni kupcy narzekali. Wszyscy byli oburzeni. Przemytnicy, którzy uchylali się od obowiązków wynikających z Ustawy Cukrowej, wpadli w dziwny sojusz z lojalistami, którzy nienawidzili Ustawy o Sztandarach. Kongres Prawa Bannerowego zebrał się w Nowym Jorku. Złożyli petycje. Organizowali bojkoty.
Rząd brytyjski nie docenił reakcji. Myśleli, że koloniści się poddadzą. Nie rozumieli głębi oburzenia. Podatki były tylko widocznym objawem. Ukrytą chorobą była utrata autonomii. Koloniści czuli, że odbiera się im prawa jako poddanych angielskich.
Ustawa sztandarowa została ostatecznie uchylona w 1766 r. Było to zwycięstwo kolonistów. Jednak uchwalona w tym samym czasie Ustawa Deklaracyjna zapewniła parlamentowi prawo do stanowienia praw wiążących dla kolonii „we wszystkich przypadkach”. To było puste zwycięstwo. Zasada została zakwestionowana. Linia została narysowana.
Powstanie już się rozpoczęło. Po prostu nie zostało to jeszcze ogłoszone. Nasiona zostały zasiane w gniewie 1765 roku. Korzenie pogłębiły się. Drzewo rewolucji rosło.























