Późny wtorek. Światła Sharjah wciąż odbijają się w skrzydłach samolotu. Na pokładzie jest pięć osób. Lot towarowy. Rutynowa operacja? Może. Ale potem nie wszystko poszło zgodnie z planem.
Trajektoria donikąd
Samolot: Boeing 737-408. Numer rejestracyjny AP-BOI. Ma dwadzieścia siedem lat i nosi ciężar wieloletniej służby. Samochód należał do pakistańskich towarowych linii lotniczych K2 Airways. Zadanie było proste: polecieć z Sharjah (ZEA) do Karachi (Pakistan). Około 730 mil. Cichy nocny lot.
Start nastąpił o godzinie 20:02 czasu lokalnego. Pierwsze 75 minut minęło bez żadnych incydentów. Gładkie powietrze, ciemne morze w dole i tylko niski szum silników.
Potem była 21:18. Samolot znajdował się 280 mil od wybrzeża i nie zbliżał się jeszcze do lądu.
Piloci nawiązali kontakt drogą radiową. Pojawił się problem: systemy nawigacji zawiodły. Chociaż piloci nie latali jeszcze na ślepo, dane były nieprawidłowe, co powodowało zamieszanie.
Minutę później sytuacja się zmieniła.
Wysokość zaczęła spadać: z 35 000 stóp do 30 000 metrów. Szybko. Następnie samolot wystartował, wracając na wysokość 36 000 stóp.
Czy pilotom udało się naprawić sytuację? Automatyczna naprawa awarii? Ta chwila trwała tylko kilka sekund.
Potem grawitacja wzięła górę.
Samolot zaczął strome nurkowanie. Od 36 000 stóp do poziomu morza. Dwie minuty. To nie jest lądowanie. To swobodny spadek. Radar stracił sygnał o 21:22. Na ekranie panuje cisza.
Spójrz na ścieżkę Flightradar24. Opowiada dziwną historię. Kiedy rozpoczęło się opadanie, samolot zawrócił. W kierunku przeciwnym do wybrzeża. W kierunku przeciwnym do lotniska. W czarne wody oceanu.
Dlaczego?
Co jest zepsute? Albo kto jest winien?
Morze Arabskie nie dba o ładunek. I o załodze. To tylko czekanie.
Samolot uderzył w wodę z prędkością uniemożliwiającą przeżycie. Ujemna prędkość opadania wynosiła 22 000 stóp na minutę. W takich warunkach nie da się przeżyć. Lepiej nawet nie myśleć o ostatnich chwilach.
Sam samolot to weteran. Dostarczono w 1999 r. (nie w 1998 r.). Najpierw przeleciał Aerofłotem ozdobionym czerwonym ogonem nad Rosją. Następnie w „Garuda Indonesia”, gdzie jego ogon zmienił kolor na zielony na tle Dżakarty. W 2011 roku został przekształcony w statek towarowy. Teraz należy do Karaczi. Widział dziesięciolecia i wiele mil. I jedna fatalna noc.
W Internecie już huczy od dyskusji. Wszelkie teorie mile widziane.
„Czy to była rakieta?”
„Czy piloci zrobili to celowo?”
Napięcia w regionie są wysokie. Zatoka Perska jest teraz beczką prochu. Ludzie potrzebują złoczyńcy. Albo błąd, który mogą zrozumieć.
A co by było, gdyby samolot został trafiony rakietą? Zawaliłoby się. Eksplodował. Szybko upadł. Żadnej wspinaczki. Żadnego zawracania. Brak wcześniejszych komunikatów nawigacyjnych.
A co jeśli załoga działała celowo? Dlaczego warto najpierw zgłaszać problemy z nawigacją? Po co skręcać w kierunku przeciwnym do najbliższego pasa startowego?
A jeśli to była awaria mechaniczna? Błędy w nawigacji zazwyczaj nie powodują spadku samolotu z wysokości 35 000 stóp w ciągu 120 sekund. Miało się wydarzyć coś katastrofalnego. Awaria powierzchni sterującej? Wybuch silnika? Całkowity upadek systemów?
Tego jeszcze nie wiemy.
Zespoły poszukiwawcze szukają. Skanują horyzont. Morze rzadko zdradza swoje tajemnice. Zanieczyszczenia mogą unosić się na wodzie. A może nie. Pozostałości samolotu mogą znajdować się w głębokich wodach. Lub w płytkiej wodzie. Lub być rozproszone wzdłuż dna.
Niepokojące zakończenie
To nie wygląda na wypadek podczas startu. Lub błąd podczas lądowania. Dzieje się to w powietrzu. Na wysokości przelotowej. W najbezpieczniejszej części podróży. Widząc nowoczesny samolot odrzutowy po prostu… spadający z nieba…
To się zdarza. Rzadko. I zwykle historia kończy się tragicznie. Sabotaż. Terror. Awaria strukturalna.
Moje przypuszczenie? Katastrofalna awaria systemu. Załoga próbowała naprawić sytuację. Walczyli o kontrolę. W ciągu tych dwóch ostatnich minut. Przyciągnęli kierownicę do siebie. Wstaliśmy. Potem przegrali.
Ciała są gdzieś tam. Pięć żyć. Zniknął w czarnej wodzie.
To okropne. Naprawdę okropne.
Czekamy na „czarne skrzynki”. Albo to, co zostało z kadłuba. Dane mogą nam powiedzieć, dlaczego nawigacja się nie powiodła. Dlaczego zaczęła się wspinaczka? Dlaczego spadek stał się pionowy?
Do tego czasu?
Tylko pytania. I cisza od morza. 🕊️
























