Chase w końcu ulepszył kartę Chase Sapphire Preferred.

Obecnie przyznaje 3 punkty za każdego dolara wydanego na stacjach benzynowych. Oraz na stacjach ładowania pojazdów elektrycznych.

Wcześniej? Nie skupiałem się szczególnie na maksymalizacji nagród za gaz. Do wszystkiego użyłem uniwersalnej karty z bonusami. Może to lenistwo, ale metoda działa. Trwało to dopóki nie zobaczyłem nowych warunków.

Teraz? Sięgam po Sapphire Preferred podczas każdej przejażdżki.

Oto sedno: mieszkam w Północnej Kalifornii. Oznacza to dużo jazdy. Górskie miasteczka. Parki narodowe. Miejsca bez Wi-Fi i okropnego sygnału komórkowego.

Tankuję prawdopodobnie dwa, trzy razy w miesiącu. Każdy weekend to wycieczka. Jezioro Tahoe. Yosemite. Właśnie opuszczam miasto.

Do zeszłego tygodnia miałem w portfelu Capital One Venture X. Daje 2 mile przy każdym zakupie. Oczywiście 2 mile na benzynę są normalne. Do przyjęcia. Ale nie ekscytujące. Nie chciałem zapisywać się na wysokospecjalistyczną kartę tylko i wyłącznie na paliwo. Wolałem prosty system.

Chase sprawił, że zmieniłem zdanie.

Arytmetyka czołgów

Trzy punkty.

To jest to, co teraz otrzymujesz.

Brzmi nieistotnie. Jeden dodatkowy punkt za galon tu czy tam? No to co?

Ale wykonaj obliczenia.

Latem pojechałem do Tahoe. Czy jest tu benzyna? 5,50 USD za galon. W górach? Droższe. Na benzynę wydałem 130 dolarów na podróż. Tam i z powrotem.

Według starej stawki ta podróż kosztowała mnie 130 dolarów. I nie dała nic specjalnego w postaci punktów.
Z 3-krotnym naliczeniem? To 390 punktów Ultimate Rewards.

Kilka? Z pewnością.
Zrobić to dziesięć razy? za rok?

Jeśli wydaję 250 USD miesięcznie na paliwo (sprawy, dojazdy do pracy, wyjazdy weekendowe), to mówimy o 9 000 punktów rocznie.

9000.

Zastanów się, co możesz za nie kupić:
– Bilet w jedną stronę Virgin Atlantic do Londynu (często kosztuje 6000 punktów).
– Jesteś w połowie drogi na Hawaje na United.
– Za kolejny pobyt w hotelu Hyatt zapłacisz mniej.

Punkty te to punkty transferowe. To jest ważne. Nie jesteś przywiązany do mil jednej linii lotniczej. Nosisz je. Zjednoczony. Air France. Hyatt.

Nie mówimy o jednej stacji benzynowej. Chodzi o akumulację. Po trochu.

Kiedyś myślałem, że nagrody gazowe to pułapka. Powód wydania karty, która nie jest potrzebna. Wyższa prowizja za niewielkie wygrane.

Teraz? Sapphire Preferred jest już w moim portfelu. Komisja jest taka sama. Ubezpieczenie podróżne na miejscu.

Po prostu klikam na nią zamiast na starą mapę.

Czy warto?

Jeśli prowadzisz samochód? Tak.
Jeśli spędzasz życie między mieszkaniem a biurem pięć mil od domu? Być może nie.

Ale dla ludzi takich jak my, którzy gonią za panoramami i pustymi autostradami, te dodatkowe 9000 punktów opłacają bilet na oglądanie ich co roku.

I to wydaje się zwycięstwem.

Nawet jeśli kontrolka paliwa zapali się zbyt wcześnie.