Amerykański paszport utknął w biurokratycznym impasie. Tymczasem paszport ZEA szybko rośnie w światowych rankingach. Jest to wyraźny kontrast w tempie rozwoju. Ale ta historia o granicach i wizach jest w rzeczywistości metaforą tego, co dzieje się obecnie w marketingu turystycznym. Gra się zmieniła.
Agencje od wielu lat są ekspertami w liczeniu kliknięć. Mierzą aktywność z chirurgiczną precyzją. Liczba wyświetleń rośnie. Poziom zaangażowania rośnie. Na deskach rozdzielczych włącza się zielone światło. Ale tu jest haczyk: nic z tego nie gwarantuje, że chociaż jedna osoba zarezerwuje lot lub zamelduje się w hotelu. Współczesne wyzwanie jest trudne. Marketerzy muszą połączyć ten cyfrowy szum z rzeczywistymi wizytami. Muszą udowodnić wpływ ekonomiczny. Należy to zrobić podczas aktywnych kampanii.
W tym miejscu z pomocą przychodzą pomiary oparte na sztucznej inteligencji. Nie mówimy już o wskaźnikach próżności. Chodzi o wyniki biznesowe. Możesz zoptymalizować swoją kampanię pod kątem przychodów. Możesz zoptymalizować koszty na odwiedzającego. Wymaga to jednak zasadniczej zmiany w podejściu do analizy danych.
Luka kompetencyjna: co pokazał hackaton Sabre
Co się stanie, jeśli dasz deweloperowi czyste konto i dostęp do infrastruktury branży turystycznej? Czy powstanie nowe, lepsze urządzenie wyszukujące? Wątpliwy. Rynek ten jest już przesycony. Zamiast tego programiści idą tam, gdzie są rozmowy telefoniczne. Rozwiązują problemy zerwanych łańcuchów, których branża turystyczna nigdy nie była w stanie w pełni zdigitalizować.
Ta obserwacja z hackatonu Sabre ujawnia wyraźny podział. Pokazuje, jak nowi lub zewnętrzni programiści widzą główne korzyści wynikające z wykorzystania sztucznej inteligencji w turystyce. Widzą nieefektywność. Widzą tarcie w procesach. Widzą też pieniądze ukryte w niecyfrowych częściach branży. Lekcja z tego jest prosta: innowacja nie zawsze polega na efektownych interfejsach. Czasem polegają one na naprawie „rury”, na którą wszyscy inni przymykają oko.
Renowacja Park Hyatt Tokyo: ocena mebli
Powrót do hotelu Park Hyatt Tokyo po remoncie jest doskonałym przykładem doskonałości w gościnności. Budynek przetrwał remont, wymieniając każde krzesło i lampę. Przetrwał, zachowując swoją kulturę.
Świetnych hoteli nie definiuje się na podstawie ich udogodnień. Determinuje je dusza. Remont się udał, bo uwzględnił tę różnicę. Przed nim jednak trudniejsze zadanie. Ma to na celu zapewnienie, że kolejne pokolenie hotelarzy odziedziczy tę szczególną kulturę. Czy uda im się odtworzyć wyjątkową magię, która nadała budynkowi jego znaczenie? A może skupią się na polerowaniu zewnętrznym? Testem będzie, czy duch hotelu przetrwa po wyschnięciu farby.
























