Przeprowadzony przez armię amerykańską test eksperymentalnego urządzenia zagłuszającego GPS spowodował więcej niż tylko zniszczenie sygnałów radiowych. Doprowadziło to bezpośrednio do zniszczenia cywilnego lotu medycznego do Nowego Meksyku. Rezultatem był śmiertelny cios w górę, pożar lasu na dużą skalę i cztery ofiary śmiertelne.

W nocy 14 maja samolot ratownictwa medycznego stracił kontakt z systemami nawigacyjnymi. Kontrola ruchu lotniczego (ATC) zauważyła problem. Poprosili wojsko o zawieszenie testu. Ale pięć minut później samolotu już nie było. Rozbił się w zboczu Gór Capitan. Wszyscy na pokładzie zginęli.

Przyczyna? Prawdopodobnie błąd pilota. Jednak działania wojska stworzyły warunki, w których ten błąd stał się nieunikniony. A skutki były katastrofalne.

Lot, który nie wylądował

Samolotem był Beechcraft King Air C99 o rejestracji N249CP. Kiedy misja się rozpoczęła, przebywał w Roswell Air Center. Na papierze wyglądało to prosto: przelecieć 50 mil morskich na regionalne lotnisko Sierra Blanca, odebrać pacjenta i przewieźć go do Albuquerque.

Na pokładzie było dwóch pilotów i dwie pielęgniarki. Tylko cztery osoby. Wszyscy zginęli, gdy samolot uderzył w teren na wysokości około 9960 stóp (około 3040 metrów). Katastrofa spowodowała pożar zwany pożarem siedmiu kabin.

Nie była to awaria mechaniczna. Kierownictwo zadziałało. Samolot leciał w warunkach widzialnych, co do tego nie ma wątpliwości. Ale była to bezksiężycowa noc nad ciemnym, nierównym krajobrazem. Zakłócacz GPS wyłączył nawigację. Aktualizacja pozycji statku powietrznego za pośrednictwem ADS-B została spowolniona, a następnie całkowicie zatrzymana.

ATC wiedziało, że coś jest nie tak. Tuż po północy kontrolerzy powiedzieli pilotom, że są za wysoko: 13 000 stóp zamiast dozwolonej niższej wysokości. Załoga odpowiedziała, że ​​naprawiają sytuację. Potrzebowali kursu. Poprosili o podejście GPS do pasa 2. Nie było to już możliwe.

Test zagłuszania

Mowa o ćwiczeniach NAVFEST – corocznych ćwiczeniach Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych z zakresu nawigacji i działań wojennych w przestrzeni elektronicznej. Od ponad dwudziestu lat są przetrzymywani na poligonie armii amerykańskiej w Beloye Sandy. Tej nocy wojsko testowało coś eksperymentalnego. Co dokładnie jest tajemnicą wojskową.

FAA (Federalna Administracja Lotnictwa USA) ostrzegła wszystkich z wyprzedzeniem. W NOTAM do ForeFlight stwierdzono, że GPS może nie być dostępny w promieniu 240 mil morskich. Nawet blisko ziemi. Obszar testowy znajdował się zaledwie 60 mil od lotniska Sierra Blanca. Piloci o tym wiedzieli.

Co więc wydarzyło się podczas tych krytycznych pięciu minut?

  • 00:01: Dyspozytor prosi kierownika o zaprzestanie zagłuszania.
  • 00:05: Lider wzywa wojsko. Test jest wstrzymany.
  • 00:07: Zwraca dane GPS. Aktualizacje wracają do normy.

Samolot wciąż znajdował się 31 mil od celu. Piloci nawiązali kontakt. Zobaczyli Ruidoso. Widzieli światła. „Potrafimy latać wizualnie” – poinformowali.

ATC zezwolił na podejście z widocznością. Piloci skierowali się w stronę lotniska. I do pasma górskiego, które stało między nimi a pasem startowym.

Zakleszczenie

Trzy minuty później przywódca nakazał wojsku wznowienie testu. Znowu zaczęło się zagłuszanie. Samolot zaczął schodzić z wysokości 12 000 stóp do 30 000 stóp.

Wpadli na górę.

Być może nie było tu bezpiecznej opcji. Rozważ sytuację. Testy wojskowe odbyły się w znanym oknie interferencyjnym. Stacja pogodowa w miejscu docelowym została wyłączona. Dwa dostępne podejścia według wskazań przyrządów na lotnisku Sierra Blanca były bezużyteczne.

  • Podejście GPS? Zablokowane przez tłumik.
  • ILS (Instrument Landing System)? Bezużyteczny bez aktywnej korekcji ciśnienia barometrycznego na lotnisku, która również została wyłączona.

Wysyłasz samolot medyczny na obszar testów broni elektronicznej. W nocy. Nad górami. Bez możliwości bezpiecznego wylądowania, jeśli „niebo się ściemni”. Na co czekałeś?

Kto jest winien?

Nie pozwól, żeby wojsko uszło na sucho. Celowo usunęli ważne narzędzie bezpieczeństwa z arsenału pilotów. To zdezorientowało kilka samolotów. To przeciążyło dyspozytorów. Pozwolili też na wznowienie zakłócania, zanim samolot nie tylko wylądował, ale nawet złożył wniosek o zwolnienie z przepisów dotyczących lotów według wskazań przyrządów. Jest to błąd w tym procesie. Jest to kwestia koordynacji pomiędzy FAA i wojskiem.

Ale piloci wbili samolot w ścianę.

Utrata GPS to sytuacja awaryjna. Piloci są szkoleni do działania w takich warunkach. Nie są zobowiązani do schodzenia na szczyty o wysokości 3000 metrów przy podejściu wizualnym z odległości 30 mil w księżycową noc. Zwłaszcza, gdy teren przed nimi jest nieznany. Zgodzili się na zejście na ścieżkę spadkową, której nie powinni byli obierać.

Raport końcowy NTSB (Krajowej Rady Bezpieczeństwa Transportu) jest wciąż w przygotowaniu. Prawdopodobnie jako przyczynę podano nieutrzymanie przez załogę wysokości nad przeszkodami. Zakłócanie sygnału GPS będzie okolicznością obciążającą. Warunki nocne zostaną wymienione jako czynnik. Luki w procedurach zostaną odnotowane.

To pierwsza śmiertelna kolizja cywilnego statku powietrznego w Stanach Zjednoczonych związana z celowym zakłócaniem sygnału GPS. Rozwijają się wojskowe ćwiczenia z zakresu walki elektronicznej. Testowane są mocniejsze tłumiki. Coraz częściej naruszane są granice cywilnej przestrzeni powietrznej.

Jeśli lecisz w nocy, w pobliżu obiektów testowych lub gdy zaniknie sygnał GPS… gdzie patrzysz? Niebo ciemnieje. Światła znikają. Urządzenia kłamią lub wyłączają się.

Ogień zniszczył 31 860 akrów (około 12 900 hektarów). Zlokalizowanie go zajęło prawie miesiąc. Z ogniem walczyło ponad 1000 osób. Ogromna cena za pięć minut złego osądu. Oraz za test, który nigdy nie powinien był być wznawiany, gdy w powietrzu znajdował się cywilny samolot.

Były ostrzeżenia. Doradca (zawiadomienie) był obecny na odprawie. Stacja pogodowa nie działała. Wojsko wiedziało.

Wciąż czekamy na pełny raport. Ale szkielet prawdy jest już widoczny.